Parafia Świętego Ludwika we Włodawie




Nasze Światowe Dni Młodzieży

Włodawo, Are you ready?

Jeszcze kilkanaście dni temu większość z nas odpowiedziałaby na to pytanie, zadane przez Ojca Świętego Franciszka młodym całego świata, chyba nie… bo chociaż już wkrótce 12 osób z naszej parafii miało wyjechać na spotkanie z następcą św. Piotra, to przecież w każdym z nas tlił się niepokój, może nawet strach… jechać, czy nie? Nie byliśmy gotowi, ale Duch Tego, który nas wołał okazał się silniejszy niż nasze lęki.

23 lipca rano Weronika, Grzesiek, Sylwia, Karolina, Kasia, Ala, Ewelina i ja, samochodem, który spadł nam z nieba, wyjechaliśmy na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa. Dzień później, kolejny anioł dowiózł do nas jeszcze piątkę Agatę, Kasię, Ewelinę, Julkę i Andżelikę. W mieście królów polskich, na krakowskiej Skałce, w miejscu uświęconym krwią świętego biskupa Stanisława, czekaliśmy na przyjazd Franciszka. Baliśmy się już jakby mniej.

Przyleciał w środę, upalną i trochę deszczową. Zobaczyć Papieża… Na Franciszkańskiej będzie trudno, bo ciasno… ale ulice Krakowa są długie, poszliśmy więc na Zwierzyniecką. Długo czekaliśmy, ale było warto. Atmosfera oczekiwania zapowiadała to, co nas czeka wkrótce. Lekkie napięcie, niecierpliwość, ale i radość wyrażana śpiewem i okrzykami w różnych językach… Papież jest już na Salwatorze… Serca biły jakoś mocniej. Wreszcie widać, białe auto a w nim człowiek w bieli, 266 następca św. Piotra papież Franciszek. Blisko, na wyciągnięcie ręki, patrzy na nas, pozdrawia, uśmiecha się, odjeżdża dalej… Czy ktoś płakał? Wielu, ale to były łzy radości… Zaczęło się! Nie bójcie się: Bóg jest wielki, Bóg jest dobry... powiedział nam z okna na dobranoc. Zasypialiśmy zmęczeni, ale jakoś dziwnie spokojniejsi.

Czwartek. Franciszek pojechał do Matki na Jasną Górę, a my pośród wielu obowiązków, znaleźliśmy czas aby posłuchać dobrego Biskupa Edwarda Dajczaka. Radość tym większa, że katechezy w Kościele Bożego Ciała na Kazimierzu przygotowane zostały przez Ruch Światło-Życie… czuliśmy się jak w domu, w dużej rodzinie. A wieczorem już krakowskie Błonia. Wczoraj tylko pomachaliśmy Franciszkowi, dzisiaj idziemy Go przywitać… oficjalnie. Jest nas coraz więcej, setki tysięcy, jest coraz głośniej, coraz radośniej, bardziej kolorowo. Przyjechał do nas tramwajem, ponoć nawet skasował bilet. Drodzy młodzi, dzień dobry! Wreszcie się spotykamy! Tak, wreszcie. Cieszymy się i słuchamy, jak mówi nam o naszym Świętym Janie Pawle II, który to wszystko wymyślił, jak przypomina, że to wszystko dla Jezusa i z Jezusem, jak wreszcie mocno podkreśla przypominając temat naszego spotkania: śmiem powiedzieć: miłosierdzie ma zawsze młode oblicze. Serce miłosierne ma bowiem odwagę, by porzucić wygodę; serce miłosierne potrafi wychodzić na spotkanie innych, potrafi objąć wszystkich. Serce miłosierne potrafi być schronieniem dla tych, którzy nigdy nie mieli domu lub go stracili, potrafi stworzyć atmosferę domu i rodziny dla tych, którzy musieli emigrować, jest zdolne do czułości i współczucia. Serce miłosierne potrafi dzielić swój chleb z głodnym, serce miłosierne otwiera się, aby przyjmować uchodźców oraz imigrantów. Powiedzieć wraz z wami „miłosierdzie”, to powiedzieć: szansa, przyszłość, zaangażowanie, zaufanie, otwartość, gościnność, współczucie, marzenia. Dzisiaj wszyscy czujemy się młodzi, nawet ja. Błogosławieni miłosierni… Ładna ta piosenka do słów Jezusa.

Piątek. Początek dnia jak zwykle. Praca, katechezy, praca, praca… furtka, bramka, wydawanie posiłków, ciężkie wory ze śmieciami, praca fotoreporterki, ochrona... Nasi wolontariusze wzorowi, wszyscy na Skałce chwalą Włodawę. Ale i ten trud się przyda, bo wieczorem trudna droga… Krzyżowa Droga. Na Błoniach, przez czternaście stacji prowadzi nas biskup Nowej Ewangelizacji Grzegorz Ryś, krok po kroku idziemy za Jezusem z Papieżem Franciszkiem… Kim jestem na tej drodze wśród prawie miliona młodych? Weroniką, Szymonem, jednym z żołnierzy? Nie wiem, ale przypomina mi Franciszek, że jestem potrzebny: Dziś ludzkość potrzebuje mężczyzn i kobiet, a szczególnie ludzi młodych, takich jak wy, którzy nie chcą przeżywać swojego życia połowicznie, młodych gotowych poświęcić swoje życie w bezinteresownej służbie braciom najuboższym i najsłabszym, na wzór Chrystusa, który oddał się całkowicie dla naszego zbawienia. Wracaliśmy ulicami Krakowa w głośnym, radosnym tłumie … ale myśli nasze uciekały, na Jerozolimskie, zatłoczone, mniej radosne ulice… Jezus był z nami.

Sobota. Dzisiaj wszystko szybciej, żeby zdążyć. Papież zaprasza do Brzegów, a to trochę daleko, czeka nas pielgrzymka miłosierdzia. Najpierw jest miłosierny tramwaj, a potem jak zwykle ludzie, coraz więcej, już grubo ponad milion. Kiedy my idziemy Franciszek odwiedza Łagiewniki św. Siostry Faustyny i św. Jana Pawła II. Do osób konsekrowanych mówi o pokusie zamknięcia i izolacji i wezwaniu Jezusa, aby wyjść do ludzi, wyjść na ulice… przed nami 14 km ulicy. Docieramy jakoś do Brzegów, a może i do brzegu. Opatrzność zamienia nam odległe sektory c12, na bliskie a2. Odrobina ziemi wystarczy by odpocząć i czekać. Jest tu cały świat, ziemia wydaje się być bliżej nieba, ludzie inni, jakby lepsi, obok nas powiewa turecka flaga z Madonną Drogi Neokatechumenalnej… To czas skupienia, adoracji. Franciszek pokazuje nam Chrystusa w Najświętszym Sakramencie… cały świat klęczy, a w niebo płynie wspólna, wielojęzyczna prośba o miłosierdzie… Dla Jego bolesnej męki. A Franciszek po raz kolejny mobilizuje młodych: Kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo i to bardzo wysoka: tracimy wolność. My chcemy być wolni, stąd zamiast kanapy, po wspaniałym chociaż krótkim koncercie, próbujemy zasnąć na twardej, nierównej ziemi… jest trudno, ale to czas, na rozmowę, z kimś obok i z Kimś w górze.

Niedziela. Czas Eucharystii. W naszym wieczerniku, czeka na Jezusa ponad 2 miliony apostołów. Światowe Dni Młodzieży osiągają szczyt i niestety powoli kres. Radość miesza się ze smutkiem, bo przed nami czas powrotów, jak zwykle długich. Trochę osobno, wracamy na Skałkę powtarzając w myślach słowa Franciszka o Zacheuszu, a tak naprawdę o każdym z nas: Dla Jezusa nikt nie jest gorszy i daleki, nie ma człowieka bez znaczenia, ale wszyscy jesteśmy umiłowani i ważni: ty jesteś ważny! A Bóg liczy na ciebie z powodu tego, kim jesteś, a nie z powodu tego, co masz: w Jego oczach nic nie znaczy, jak jesteś ubrany, czy jakiego używasz telefonu komórkowego; dla Niego nie jest ważne, czy podążasz za modą – liczysz się ty. W Jego oczach jesteś wartościowy, a twoja wartość jest bezcenna. I jeszcze ta myśl, dlaczego do Panamy jest tak daleko?

Pożegnaliśmy Franciszka, a nasi wolontariusze pożegnali go chwilę później, kiedy dziękowali sobie nawzajem w krakowskiej Arenie. Papież mówił spontanicznie i serdecznie, tym razem po hiszpańsku: Chciałbym podziękować Wam, wolontariusze, dobroczyńcy, za wszystko, co zrobiliście. Chciałabym podziękować za godziny spędzone na modlitwie, bo wiem, że te Dni zostały wyrzeźbione ogromem waszej pracy i modlitwy. Dziękuję wolontariuszom, którzy poświęcili czas na modlitwę, żeby udało nam to się to wszystko zrealizować... I dziękuję Wam za podjęcie tej przygody w nadziei, że zostanie zrealizowana.

Przygoda kończyła się w poniedziałek… Z dobrymi aniołami wracaliśmy do Włodawy. Wracaliśmy zupełnie inni, nie rozmawialiśmy wiele, zmęczenie dawało się we znaki, niektórzy zasnęli. Kiedy patrzyłem na nich w lusterku, na ich twarzach widać było… spokój. Już nikt niczego się nie bał! Kiedy wszyscy byli już w domach, zaparkowałem samochód w garażu i wyłączyłem silnik… zegar pokazał ostatnią chwilę naszych Światowych Dni Młodzieży, była 21:37!!! Ktoś jeszcze na koniec pobłogosławił nam z Domu Ojca!!! Święty Janie Pawle II dziękujemy za wszystko.

Ps. Z całego serca pragniemy także podziękować tym wszystkim, którzy pomogli nam w wyjeździe. W szczególny sposób Ojcu Przeorowi Dariuszowi, Panu Tadeuszowi Łągwie i całej Firmie WZURiB, panu Arkadiuszowi Iwaniukowi i tym wszystkim, którzy wsparli nas swoją modlitwą.

O. Bernard


powrót